Wernisaż wystawy pt. „Suma wielu zapożyczeń” – Michał Minor

Żyję w kraju, w którym jest więcej uczelni wyższych niż w USA. Kiedyś wmówiono nam, że każdy powinien być co najmniej magistrem, dlatego na straży jakości kształcenia, wspieranej kulturą kopiowania i wklejania, stanęły procedury antyplagiatowe,  a w szczególnych wypadkach oryginalności intelektualnej i innowacyjnych rozwiązań strzegą patenty. Ludzkość dzięki technologicznemu postępowi i nauce jest w stanie w ekspresowym tempie wynaleźć szczepionkę przeciw COVID, a nawet wysłać łazika Perseverance na Marsa. To niewątpliwie spektakularne przykłady z ostatniej chwili nieprawdopodobnego potencjału jaki wciąż drzemie w człowieku. Ludzie cały czas przekraczają granice i ograniczenia własnych wydawać by się mogło możliwości. Sportowcy są wciąż zdolni do pobijania własnych rekordów, sztuczna inteligencja to fakt, z którym mamy do czynienia od dawna, endoprotezy i implanty to raptem wst ęp do uwertury post-humanizmu. W niektórych społeczeństwach to jednak nieustanne odwoływanie się do przeszłości, tradycji, korzeni, kultury i myślenie mitologiczne kompensuje pozorne zagrożenia prawidłowego rozwoju i w nim właśnie, a nie anachronicznej wizji świata, upatrywania szansy na zachowanie gatunku ludzkiego. Mimikra u ludzi zaczyna się od zarażających się płaczem niemowląt. Jest to zaprogramowana w genach informacja dająca bezpośredni sygnał zwiększający szanse na przeżycie w nowym środowisku. W późniejszym okresie życia dzieci naśladują rodziców, grupę rówieśniczą. Powtarzają to co słyszą od nauczycieli, wychowawców. Dorastając przesiąkamy wpływami kształtujących nas treści, które wchłaniamy słuchając innych, czytając, oglądając. To jak mówimy władając naszym językiem, w którym zapożyczenia stanowią ważną jego część, może być wynikiem sposobu wypowiadania się innych osób. Przeszło 1/4 leksykonu to zapożyczenia, a więc niechaj płaskoziemcom nie wydaje się że język polski był pierwszym językiem na ziemi. Na ile nasz światopogląd, myślenie, zachowanie jest zatem efektem niezależnie odkrywanych prawd o świecie i sobie samym, a na ile sumą zapożyczeń?

Sztuka to nie zawody. A jednak, artyści prześcigają się w dążeniu do wykreowania czegoś, czego jeszcze nie było. Niektórzy z nich owo dążenie do oryginalności wzięli tak głęboko do serca, że przystępując do aktu twórczego szukają pieczołowicie dowodów na istnienie czegoś podobnego, aby uniknąć skutków epigonizmu lub stosują narzędzie SCAMPER, zaproponowane przez Boba Eberlego, niezbędne do skutecznego zarządzania postępem. Opiera się ono na na poddaniu badanego problemu zasadom: zamień (substitute), łącz (combine), zapożycz (adapt), modyfikuj (modify), znajdź nowe zastosowanie (put in other use), usuń (eliminate), odwróć (reverse).

Syndrom baumanowskiego cierpienia postmodernisty dla współcześnie tworzących sztukę, ale również dla myślicieli i uczestników wszelakich debat publicznych w spekulatywnej i niezrozumiałej ponowoczesności może być trudna, wręcz nieznośna. Możemy będąc wyposażonymi w odpowiedni aparat poznawczy i kwalifikację intelektualne z niej kpić na wzór viralowych żartów, albo oddzielając ziarno od plew słuchać wciąż piosenek które znamy. Niestety istnieje równoległe zagrożenie wynikające z czasów nadmiaru, fake newsów, Intertekstualności, autorytarnego populizmu w rzeczywistości którego przyszło nam żyć, że w najlepszym razie ugrzęźniemy, o ile nie utoniemy w bezkresie bełkotu, masturbacyjnej publicystyki, obszernych elukubracji czy pośpiesznie skrollowanych obrazków. O czasie niezbędnym na obejrzenie oferty portali streamingowych i przeczytaniu treści wszystkich subskrybowanych gazet i wysłuchaniu zawartości podcastów nie wspominając. To doprowadzić może do uwierzenia w koniec człowieka Foucault’a, śmierć autora Barthes’a, śmierć malarza lub dołączenie do Club 27. W sytuacji uprzywilejowanej są tu spadkobiercy postawy Leonarda Zeliga, przez współczesnych uznanego za chorego, ale przecież efekt kameleona to powszechna postawa wśród choćby polityków, a oni za chorych w tej kwestii bynajmniej się nie uznają.

Czy tego chcemy czy nie, czerpiemy z wiedzy, doświadczenia i sztuki innych. Wytrawny odbiorca albo śledzi uważnie nawiązania, albo opada mu szczęka z wrażenia na widok obrazu powstałego za sprawą geniuszu twórcy, albo patrzy, słucha, słyszy i czuje odrzucając bagaż obciążającej interpretacji. Można po prostu uznać idąc śladami Susan Sontag formę jako treść i cześć. Warunkiem niezbędnym jest tu szczerość intencji twórcy i brak u niego spekulacyjnej dwulicowości. Wówczas pytania o różnice pomiędzy inspiracją, próbą kopiowania czy plagiatem będą bezpodstawne i wpadek na miarę niektórych potknięć Jeffa Koons’a artysta nie zaliczy. Z resztą remix, memizm i copy-pasting jako bezpardonowe, ale nie zabronione, a wręcz hołubione przez niektórych, metody pracy twórczej nie dotyczą przecież tylko szeroko pojmowanej plastyki. Nawet Hymn Niemena Dziwny jest ten Świat podobny może się zdawać do równie doniosłego It’s a Man’s World Jamesa Browna, a A skoro o największych, to wpadkę zaliczył też zespół The Beatles. Come Together okazało się plagiatem piosenki You Can’t Catch Me Chucka Burry’ego.

Jako pracownik wypożyczalni kaset wideo Quentin Tarantino obejrzał mnóstwo filmów w tym Płonące miasto Ringo Lama, zatem jego Wściekłe Psy mogą również uchodzić za plagiat. Przykładów ze świata kultury można tu mnożyć wiele, ale nie o to teraz chodzi. Rzecz w tym, aby próbując szukać prawdy o świecie, sztuce, mieć rzadką, ale niezwykle satysfakcjonującą możliwość z nią zetknięcia. Nawet jeśli pozostanie niesmak będący wynikiem opłakanego czasem skutku wyważenia otwartych już dawno drzwi, warto choć przez moment poczuć iskrę Boga w tym co tworzymy jako artyści, myślimy i  mówimy jako ludzie.

Dante pisząc Boską Komedię sprawiedliwość moralną wobec powinności swego autorytetu oddał wyznaniem, że czasem postępował sam jak opisani przez niego potępieni. Zrelacjonował to co sam widział będąc świadkiem dającym jednoznaczne ostrzeżenie. Dojmujące i głębokie. Przestrogę lokującą w oddali, rozpaczliwe, aksjologiczne histerie typu: nie chodziłem regularnie na liturgię zatem pójdę do piekła. Św. Tomasz z Akwinu odróżnia głupotę od tępoty. Ta pierwsza wnosi w serce ciemnotę, a druga całkowicie pozbawia zmysłu duchowego. Lekarstwem jeśli idzie o niedomaganie intelektu spekulatywnego jest według świętego nauka, zdobywanie wiedzy. Remedium na niedobory intelektu praktycznego będzie dobra rada. Ta metoda wpłynięcia na przemianę głupca nie spełni pokładanej w niej nadziei w sytuacji kiedy ktoś uważa że wie wszystko i chce za wszelką cenę zamknąć nam usta swym perorowaniem. Wówczas miejsce głupoty uzupełnia agresja. Obrazy, które maluje mają tak jak ponoć muzyka łagodzić obyczaje i wyciągać z mroków bezsensownej czasem, a wręcz beznadziejnej rzeczywistości. Pytanie zatem, czy wszystkich, czy zawsze i czy w ogóle staje się dla mnie im dłużej maluje coraz bardziej retoryczne,  a sam jako malarz i człowiek zadaje sobie coraz częściej pytanie z ilu zapożyczeń się składam.

Michał Minor

W swoim figuratywnym malarstwie od 20 lat podejmuję z widzem rozmowę o sensie  i bezsensie istnienia. Tropię niestatystyczne, absurdalne, paradoksalnie sprzeczne z logicznym rozumowaniem zachowania człowieka.  Interesuje mnie język jakim ludzie się porozumiewają, decyzje odbiegające wyraźnie od powszechnie przyjętych norm społecznych, jakie podejmują w życiu codziennym. Inspirują mnie rytuały i absurdy rzeczywistości. Czerpię w takim samym stopniu z mądrości jak i głupoty – swojej i innych. Obrazy, które maluje mają również za cel tak jak ponoć muzyka łagodzić obyczaje i wyciągać z mroków bezsensownej czasem, a wręcz beznadziejnej rzeczywistości. Pytanie zatem, czy wszystkich, czy zawsze i czy w ogóle staje się dla mnie im dłużej maluje coraz bardziej retoryczne, a sam jako malarz i człowiek zadaje sobie coraz częściej również inne: z ilu zapożyczeń się składam i jak realnie malarstwo może zmieniać rzeczywistość. Odpowiedź obojętnie jaka by nie była będę malował dalej.

Michał Minor

MICHAŁ MINOR
Urodzony w 1979 roku. Dyplom z wyróżnieniem uzyskał w 2005 roku w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, gdzie obecnie pracuje na stanowisku profesora w Katedrze Malarstwa. W latach 2000–2016 uczestniczył w ponad 160 wystawach zbiorowych, m.in. w Niemczech, Boliwii, Finlandii, Szwecji, Iranie, Japonii, Chinach, Bułgarii, USA, Hong Kongu. Autor kilkunastu wystaw indywidualnych (GCK Katowice, Desi Berlin, BWA Rzeszów, Domoteka Warszawa, Galeria 2 Światy Kraków, Muzeum Miejskie w Zabrzu, Galeria Ateneum w Katowicach). Laureat licznych nagród i wyróżnień (m.in. Stypendium Ministra Kultury i Sztuki, Nagroda Marszałka Województwa Śląskiego, Nagroda Jury na 22 FPMW w Szczecinie, Brązowy Medal na Triennale Plakatu w Toyamie). Uprawia głównie malarstwo, rysunek i grafikę warsztatową. Projektuje plakaty. Jego prace znajdują się w zbiorach muzealnych i kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą.

Suma wielu zapożyczeń. Obrazy Michała Minora

Please follow and like us:
error